To był Maj.

Powracam nieco żółwim tempem. Z kolejnymi rozmyślaniami, co robić z blogiem. Napisałam to tydzień temu i nadal nie wymyśliłam. Tak czy siak zawitałam do domu. W międzyczasie pełna zapału, aktualnie wypalona, mimo zakupu sporego zapasu podkładów i lakierów do malowania. Muszę przyznać, że tęsknię za wiecznym dniem i wieczną nocą. I jakąś nieokreśloną wolnością. 

Najpiękniejsze, ulubione łabędzie krzykliwe.

Muszę przyznać, że sezon jagniąt był niesamowity mimo, że nie brałam w nim czynnego udziału. I minął niespodziewanie szybko. Miło było patrzeć na te wszystkie puchate kulki oraz czasami je wyprzytulać. 


Łowce oraz Goliat i jakiś pluszak. 

Koniki mają się dobrze. Na początku, prawdopodobnie pod wpływem euforii nie potrafiłam rozróżnić źrebaków. Na szczęście na drugie spotkanie zaćmienie opuściło mój umysł. Prawdopodobnie niedługo wyźrebią się pierwsze klacze.

Śnieżka

Epona (zakładam, że matka Etera i Eteryki.

Kosmos


Burza i Błyskawica. Frytka i Eteryka

Śnieżka i Sugar

Goliat i Gwiazda

Łabądki


Senior baran Ramzes i Mięta


Pożegnalna Błyskawica i Mekong

W domu kontynuuję przygodę z nowym koniem tj. Dragonką. Jest niezmiernie miło patrzeć, jak się otwiera. Poza tym odbyłam spacer z Mohawk. Rocznik 2023 ma już 3 lata. A wciąż nazywam je źrebakami.

Dragsi


A na zakończenie tego wpisu o niczym kilka zdjęć z końca kwietnia! Kocham swoją małą farmę. :D
Pozdrawiam!



Komentarze